Przed świętami taniej


Adwent - radosne oczekiwanie

Kalendarz adwentowy ma wyjątkową historię i może wprowadzić magiczny nastrój przed świętami. To dodatkowy element, który pomaga wprowadzić magiczny nastrój świąt. Początki tej tradycji sięgają podobno 1851 roku. Pierwotnie w domach wieszano obrazek dotyczący świąt i przyjścia na świat Jezusa.

 
Nieco inną formą  było zapalanie codziennie jednej z 24 świeczek lub skreślanie jednej z 24 kresek narysowanych kredą na drzwiach. W domach katolickich najczęściej wkładano po jednym źdźble słomy do szopki aż do Wigilii. Pierwsze drukowane kalendarze adwentowe pojawiły się w 1902 r. w Hamburgu i były w kształcie zegara z cyframi od 13 do 24 (po 20 latach wprowadzono 24 cyfry).


W 1903 r. w Monachium powstała również drukowana wersja: 24 obrazki do wycięcia i specjalny arkusz z okienkami do naklejania. Pojawienie się słodkiego kalendarza ma związek z dzieciństwem drukarza Gerharda Langa. Tak niecierpliwie oczekiwał nadejścia świąt, że zamęczał matkę ciągłymi pytaniami o nie. Zniecierpliwiona mama narysowała na kartonie 24 cyfry i dodała tyle samo biszkoptów.


Mały Gerhard mógł zjadać jedno ciastko każdego dnia. Jako dorosły człowiek wykorzystał ten pomysł i w 1930 roku zapoczątkował  produkcję kalendarzy z czekoladkami w środku. Mimo komercjalizacji pomysłu wciąż były wymyślane nowe wersje, które miały zachować prawdziwy jego cel – przygotowanie do świąt, tworzenie atmosfery, przypominanie scen biblijnych.


Bardzo popularna była wersja z otwieranymi okienkami i obrazkami najpiękniejszych szopek. Największy kalendarz adwentowy stoi w Lipsku i ma ponad 800 m2. Drzwiczki otwierane każdego dnia mają wielkość 2 m x 3 m. W niektórych regionach wykorzystuje się do tego celu domy. Pięknie udekorowane okna opatrzone są numerem i danego dnia wyjątkowo oświetlone.


Ludzie zbierają się przed kolejnymi domami każdego wieczoru. Śpiewają kolędy, opowiadają lub czytają historie biblijne i legendy, przypominają sobie świąteczne tradycje. Wszystko przy kubku herbaty, grzanego wina i ciasteczek. Ostatni numer zazwyczaj jest na drzwiach kościoła. I to jest pomysł, który wart jest zrealizowania. Zapamiętam i w przyszłym roku zaproponuję.


W Niemieckim miasteczku Gengenbach, w oknach ratusza, można oglądać w dni adwentu 24 świąteczne obrazy. Adwent zawsze rozpoczyna się w niedzielę i musi obejmować cztery niedziele z rzędu do Wigilii Bożego Narodzenia. Symbolem jest też wieniec adwentowy, na którym palimy cztery świecie za każdą z niedziel.


Wieniec adwentowy swoje początki ma u naszych zachodnich sąsiadów. Ksiądz Johann Hinrich Wichern już w 1839 roku w Hamburgu, w szkole dla sierot, chcąc stworzyć świąteczną atmosferę w I niedzielę adwentu przyczepił świecę do drewnianego koła. Potem pomysł ewoluował by w 1860 roku przybrać wygląd koła obłożonego zielonymi gałązkami wraz z czterema świeczkami. 


Dziś nie ograniczamy się wyłącznie do tradycyjnego wieńca. Może to być świecznik, pudełko, kubki. Chociaż pomysłów na jego wykonanie jest naprawdę bardzo dużo. Wszystko zależy od kreatywności i pomysłowości każdej z nas. Kiedy płoną już wszystkie cztery świece dla dziecka to znak, że prezenty są już tuż, tuż. 


Kalendarze adwentowe zaś wcale nie  muszą być pełne łakoci czy zabawek. Mogą to być karteczki z ciekawymi zadaniami na każdy dzień, do wspólnego wykonania oczywiści. Mogą to być fragmenty opowiadania o świątecznej tematyce, które napiszemy i wymyślimy same. Albo bileciki z małymi marzeniami, na które w pośpiechu dnia codziennego nie mamy czasu. Bądźcie kreatywne i oczekujcie radośnie. 

Źródło: http://dziecisawazne.pl/
zdjęcia kolekcjonowane latami więc nie jestem w stanie ustalić źródła.



 

Pół żartem, pół serio

Pół żartem, pół serio. A właściwie to całkiem serio ale w odniesieniu do tego, co wcześniej. Zawsze z nastaniem jesieni  nachodzi mnie pewnego rodzaju melancholia. Żeby nie powiedzieć depresja. I nie ma tu znaczenia, czy jesień jest piękna czy ponura. Tak po prostu mam od lat wielu. Szukam wtedy drobnych przyjemności, które są w stanie poprawić mi samopoczucie. Jedną z nich jest powrót do moich ulubionych filmów. 


Tak się składa, że te wyjątkowo ulubione to naprawdę stare kino. Dlaczego? Prawdopodobnie dlatego, że przenoszą mnie w świat odległy od dzisiejszej codzienności. Wszystko w nich jest ładniejsze, porządniejsze, mężczyźni eleganccy a kobiety zadbane od stóp do głów.  Wiem,  że to głównie magia kina, ale chciałabym się przenieś w taki klimat chociaż na chwilę. 


Najlepsze na moją jesienną chandrę  są amerykańskie produkcje z lat 60-tych. Może jednak nie wszystkie, ale szybko i niezawodnie jak prozak działa tylko "Pół żartem, pół serio". No nic na to nie poradzę, że uwielbiam ten film od pierwszej do ostatniej sekundy. Kawa, coś słodkiego i po raz enty mogę oglądać. Najdziwniejsze jest to, że za każdym razem mnie bawi tak samo i natychmiast poprawia humor. 


Nie znaczy to, że nie mam polskich ulubionych. Oczywiście, że mam ale jednak w takich chwilach potrzebuję odlecieć gdzieś dalej.  Ciekawa jestem czy Wy macie taką niezawodną terapię na złe samopoczucie. Napiszcie kilka słów jeśli tak. A dla miłośniczek klimatów starego Hollywood mam dwie grafiki do pobrania właśnie z "Some like it hot". W dobrej rozdzielczości, gotowe do wydruku. Znajdziecie ja na stronie sklepu w zakładce GRAFIKA na dole strony. Link do strony sklepu - TUTAJ.


Wrześniowe nowości

We wrześniu na wirtualnych półkach naszego sklepu pojawiło się kilka interesujących nowości. Zapraszam do sprawdzenia co ciekawego mamy do zaproponowania. Link - TUTAJ

 

Kobieta zaradna potrafi wiele

Mam świadomość, że na tego bloga trafiają głównie dziewczyny zaradne, dla których metamorfozy mieszkania czy mebla nie mają tajemnic. Ale może się przecież zdarzyć, że zajrzy jakaś nowicjuszka, która chciałaby ale nie wierzy, że sama da radę. Zresztą świadczą o tym maile, które dostaję. Postanowiłam więc pokazać, że każda z nas sobie doskonale poradzi. Wystarczy odwaga i determinacja. Dziś krok po kroku instrukcja pomalowania pokoju.




1. Jeśli się zdecydowałaś, że facet do tego nie jest ci potrzebny to skompletuj odpowiedni sprzęt.

 - grunt i farby,

- wałek do malowania (w moim przypadku 2 sztuki),

 - krótki uchwyt do wałka,

 - długi uchwyt teleskopowy do wałka,

 - tacka do farby,

 - folia zabezpieczająca,

 - taśma malarska,

 - drabina,

 - małe pędzle do podmalowywania.


2. Wynieś z pomieszczenia wszystkie przedmioty, których przeniesienie nie generuje problemu. Nie dźwigaj ciężarów ponad twoje siły, bo potem będą kłopoty z kręgosłupem.


3. Odsuń wszystkie ciężkie meble, które blokują dostęp do ścian. Jeśli są byt ciężkie poproś o pomoc koleżankę albo kolegę. 




4. Zabezpiecz meble, okna  i podłogi. Przykryj dużymi płachtami folii do malowania. Kupisz ją w każdym markecie budowlanym. Na podłogę najlepiej położyć tekturę falistą.


5. Teraz pora na to, co najtrudniejsze. Demontaż lub właściwe zabezpieczenie oświetlenia, włączników oraz kontaktów. Pamiętaj o wyłączeniu bezpieczników przed przystąpieniem do tych czynności. Ja jestem córką elektryka więc kombinuję sama, ale ty sobie to przemyśl.


6. Odkurzenie ścian ewentualnie przetarcie ich wilgotną ścierka z dodatkiem detergentu nie stanowi żadnego problemu. Tutaj na sto procent poradzisz sobie sama.

7. Pamiętaj o usunięciu wszystkich gwoździ i haków. Jeśli sterczą ze ściany utrudniają malowanie i mogę cię skaleczyć. 

8. Teraz patent, który ułatwia życie i pozwala zaoszczędzić sporo czasu. Zabezpiecz tacki na farbę workiem foliowym. Pozwala to na szybką wymianę farby przy stosowaniu różnych kolorów. Nie stracisz czasu na mycie. Możesz do tego wykorzystać torby foliowe, w których ostatnio przyniosłaś zakupy ze sklepu. 

 
9. Zacznij od gruntowania ścian, jeśli wcześniej były malowane produktami innej marki lub zmieniasz ich kolor. Jeśli nie wprowadzasz radykalnych zmian kolorystycznych możesz ten punkt działania pominąć.



10. Najpierw malujemy sufit. Malowanie sufitu zacznij od narożnika przy oknie. Jeśli w pomieszczeniu nie ma okna, od strony istniejącego źródła światła np. drzwi wejściowych. Krawędzie między sufitem a ścianą podmaluj  małym pędzelkiem ponieważ w tym miejscy trudno precyzyjnie nanieść farbę wałkiem. 
 

11. Pamiętaj żeby każdej warstwie farby dać odpowiednią ilość czasu na wyschnięcie. Na czas wysychania farby dobrze jest owinąć wałek i pędzel folią ( ja wkładam do torby foliowej i szczelnie zawijam), co zapobiega ich wysychaniu i ułatwia malowanie po dłuższej przerwie. 



13. Jeśli ściany mają mieć inny kolor niż sufit musisz połączenia zabezpieczyć taśmą malarską. To trudne do wykonania w pojedynkę ponieważ trzeba wyklejać równo i prosto. 


14. Wymień worek foliowy na tacce do malowania. Dzięki temu nie musisz jej szorować i unikniesz wymieszania się kolorów. Użyj innego wałka i pędzla żeby mieć pewność, że kolor będzie czysty. 

15. Po nałożeniu farby i uzyskaniu właściwego rezultatu zerwij taśmę zabezpieczającą  zanim farba wyschnie. W przeciwnym razie może dojść do zerwania warstwy farby wraz z usuwaną taśmą. 

16. Wszystkie zabrudzone przy malowaniu wałki i pędzle wymyj w ciepłej wodzie z dodatkiem płynu do mycia naczyń. Starannie wypukane pozostaw do całkowitego wyschnięcia. 

17. Resztki farby starannie zamknij w pojemnikach lub przelej do szczelnych mniejszych naczyń, np. do słoików typu twist

Skończone. Możesz być z siebie dumna. A jeśli nawet coś poszło nie tak to pamiętaj, że wprawy nabiera się z czasem.  Najważniejsze, że się odważyłaś.








Zmienić czy wymienić? Oto jest pytanie.

Jak odnowić drzwi? Malowanie, oklejanie, wymiana przeszkleń.... Sposobów jest naprawdę wiele. Z każdych niemal drzwi można zrobić ładny i ciekawy element wystroju mieszkania. A zazwyczaj drzwi, szczególnie te wejściowe, urodą nie grzeszą. Z każdych możemy stworzyć drzwi o indywidualnym charakterze bez konieczności ich wymiany. Czasami nie wymagają one  nawet dużego nakładu pracy czy wielkich kosztów, wystarczy dobry pomysł i staranne wykonanie. Ważne jest aby drzwi po metamorfozie pasowały do stylu naszego wnętrza i by były z nim spójne. O ile w swoim mieszkaniu nie jesteśmy niczym związani, to chcąc zmienić wygląd drzwi wejściowych w budynkach wielorodzinnych musimy się upewnić czy jest to możliwe. W najgorszym wypadku zmienimy tylko drzwi od strony mieszkania. 


Jednym z najprostszych i najtańszych sposobów jest ich przemalowanie. Kto śledzi mojego bloga wie, że ten sposób właśnie wybrałam. Ważny jest w tym przypadku wybór koloru. Moje mają ten sam kolor co ściany wokół, dzięki czemu są mniej widoczne. Ale ciekawym rozwiązaniem jest wybór odważnego lub nietypowego koloru. Odpowiedni wybór farby, kilka godzin pracy i efekt może być powalający.


Nieco odmienną formą przemalowania jest zastosowanie farby tablicowej. Bardzo popularne od jakiegoś czasu. Wiemy wszyscy, że farba tablicowa nie musi być wcale czarna. Więc i w tym przypadku drzwi kolorystycznie mogą się wpasować w otoczenie. Czarne, szczególnie we wnętrzach minimalistycznych i monochromatycznych wyglądają świetnie. 


Trzecim sposobem jest oklejenie ich tapetą, taką samą jaką mamy na ścianach. Jest to doskonały  sposób maskowani drzwi, które nas denerwują.  Do pokrycia tapetą nadają się najlepiej drzwi o prostej powierzchni. Ale te z ozdobnymi wgłębieniami można okleić na przykład tylko w wybranych miejscach. Drzwi przygotowujemy jak do malowania. Tapetę należy wybrać zmywalną i bardzo odporną na rozdarcia.


No i na koniec oklejanie drzwi  grafiką. W tym przypadku można zlecić wykonanie wydruku na folii samoprzylepnej. Tutaj dowolność pożądana, może to być odręczny rysunek albo ulubione zdjęcie. Warunek jest jeden, plik przekazywany do druku musi mieć odpowiednio wysoką rozdzielczość. Jeśli nie masz pomysłu na własną grafikę wykorzystaj fototapety na drzwi. 


 
Bogaty wybór wzorów i dopasowany rozmiar to ich zalety. Od dziś znajdziesz je również w ofercie naszego sklepu w zakładce TAPETY - TUTAJ. Zapraszam również do obejrzenia pozostałych NOWOŚCI, sporo dodatków w stylu scandi boho.  A dla tych, którzy mają się czym pochwalić w temacie metamorfozy drzwi będzie niespodzianka w następnym poście. 




Przemalowane i przemeblowane

Wakacje wakacjami ale cały czas leniuchować nie sposób. Zabrałam się więc za odświeżenie pokoju. Odzyskałam go dla siebie jakiś czas temu. To chyba jedyna zaleta faktu, że dzieci idą na swoje. Przez długi okres czasu nie mogłam się zmobilizować żeby coś z nim zrobić. W końcu trzeba się było pozbyć wysłużonego regału i kanapy. Zrobiło się pusto, nieprzyjemnie i wyszły na światło dzienne brudne ściany. 


Stary stolik, który pełnił do tej pory funkcję biurka okazał się za mały na moje potrzeby. Dywan za wzorzysty i dość mocno poplamiony przez mojego psa, którego już ze mną nie ma niestety. Lampa za ciemna i za duża. Postanowiłam więc zmienić kilka rzeczy ale zacząć trzeba było od odmalowania ścian i sufitu. 


Ściany były białe, ale pożółkły i się oczywiście zabrudziły. Jedną ze ścian pomalowałam co prawda na szaro ale okazało się, że nie tę co trzeba. Pokój jest długi i dość wąski. Szarość na długiej ścianie sprawiła, że pokój wydawał się jeszcze węższy.  Pomieszczenie ma okno na południe ale i tak robiło wrażenie  najciemniejszego w całym mieszkaniu. 


Nie miałam zamiaru pozbywać się wszystkich mebli, więc musiałam resztę dopasować do tego, co już było. Ze względu na to, że to mieszkanie i nie ma tu wielkich przestrzeni staram się, żeby kolorystyka we wszystkich pomieszczeniach była taka sama co sprawia, że wszystko staje się spójne i stanowi całość. Trzymałam się więc moich wcześniejszych wyborów, co może się wydać nudne ale mnie ta kolorystyka naprawdę odpowiada.  


Postanowiłam, że ściany, sufit i kaloryfer pomaluję farbami marki Tikkurila. Mam je w pozostałych pomieszczeniach i jestem z nich bardzo zadowolona. Kiedyś zamalowałam zabrudzony kawałek ściany  jakąś inną i dopiero wtedy zobaczyłam jaka jest różnica w sposobie odbijania światła. Zaopatrzyłam się więc w niezbędny zestaw.


Zaczęłam oczywiście od kaloryfera, który ma zasłonić biała obudowa więc nie chciałam żeby przebijał ciemny kolor przez otwory w maskownicy. Do malowania grzejnika użyłam emalii akrylowej Tikkurila Everal Aqua Semi Mat. Może być stosowana do malowania powierzchni i elementów metalowych, metalowych ocynkowanych, drewnianych oraz drewnopochodnych.  Jest idealna do malowania między innymi mebli, drzwi, okien czy ogrodzeń. Mieszkam w budynku z lat 50-tych i mam niestety żeliwne kaloryfery żeberkowe. Nie są najpiękniejsze dlatego wybrałam emalię w półmacie aby nierówności były jak najmniej widoczne. 


W związku z tym, że do poprzedniego malowania ścian i sufitu użyłam farb innej marki zaczęłam od nałożenia  na wszystkie powierzchnie farby gruntującej Tikkurila Optiva Primer. Ujednolica ona powierzchnię, zwiększa przyczepność i zmniejsza chłonność podłoża. Po nałożeniu farby gruntującej na ścianę w szarym kolorze wystarczyło ją potem przemalować tylko jedną warstwą farby.

 
Poza tym mam na ścianach tapetę strukturalną z włókna szklanego i łatwiej mi ją potem równomiernie pokryć właściwym kolorem. Chciałam maksymalnie rozjaśnić pokój więc pomalowałam sufit i trzy ściany na biało. Dzięki temu, że sufit i ściany są pomalowane tą samą lateksową farbą Tikkurila Optiva White zatarła się linia ich połączenia.  To farba o czystym, głębokim odcieniu bieli, rozświetlającym i powiększającym optycznie pomieszczenia.


Na jednej ze ścian, tym razem tej znajdującej się na wprost okna pojawił się  kolor, który mam od lat w pozostałych pomieszczeniach. To taki trochę bagienny odcień szarego ale ciepły i głęboki. Lubię go i coraz więcej go w moim mieszkaniu. Zapisałam  numer ze wzornika i trzymam w bezpiecznym miejscu żeby nie główkować jak mi się go znowu zachce. Bazą jest tutaj Tikkurila Optiva 7 Satin Mat


Gwarantuje piękne, satynowo-matowe, jednolite wykończenie. Może stanowić bazę dla palety ponad 13 tysięcy kolorów. Ja od lat wybieram kolor oznaczony symbolem NCS S 5500-N. Świetnie kryje i tworzy miłą w dotyku, jakby jedwabistą powierzchnię.  Łatwo z niej zmyć zabrudzenia przy użyciu wilgotnej ściereczki z detergentem. A poza tym ma  identyczny kolor jak zasłony po drugiej stronie pokoju. 


Jak widać nie były to jakieś drastyczne zmiany. Kolorystyka niemal ta sama a zrobiło się jaśniej i moim zdaniem bardziej przestronnie. Biel pięknie odbija światło a kolor na jednej ze ścian poprawił wizualnie proporcje pokoju. Już nie wydaje mi się, że to taka ciemna kicha. Przestawiłam meble, dokupiłam raptem dwa nowe tak żeby pasowały do tego, co tu już wcześniej było. W sumie niewiele się zmieniło a jednak  mam nowy, wygodny pokój do pracy. Teraz tylko dopracuję szczegóły.




Organizacja kuchni - Post gościnny

Wiecie od dawna, że moim marzeniem jest nowa, funkcjonalna kuchnia. Niestety z bardzo różnych powodów nie może ono być zrealizowane w najbliższej przyszłości. Nie znaczy to jednak, że się do jego spełnienia nie przygotowuję. Jednym z efektów tych działań jest dzisiejszy post gościnny. Mam nadzieję, że nie tylko mnie pomoże on w przygotowaniu się do rozplanowania nowej kuchni.



Funkcjonalna kuchnia - 10 sposobów na lepszą organizację
 
Znasz to uczucie, kiedy po ugotowaniu obiadu z przerażeniem spoglądasz na swoją kuchnię, bo wygląda jakby właśnie przed sekundą przeszło przez nią tornado? Rozsypana mąka, mokra podłoga, zlew pełen brudnych garów…  Zastanawiasz się pewnie jak inni to robią, że gotując nie zostawiają potem po sobie takiego bałaganu. Powiem Ci jaki jest ich sekret.
Organizacja. Jedno proste słowo, a w znacznym stopniu ułatwia codzienne życie. Tym, co jest najistotniejsze w przypadku każdej, nowej lub kilkuletniej kuchni, to kwestia wypracowania dobrego systemu i dopasowania pomieszczenia do naszych potrzeb, przyzwyczajeń, czy rytmu dnia. Zobacz, jak szybko i łatwo usprawnić poruszanie się po swojej kuchni!

1. Trójkąt kuchenny to podstawa

Jeśli chodzi o planowanie przestrzeni w kuchni, uwzględnienie złotej zasady “trójkąta roboczego” jest absolutną koniecznością. W jego skład wchodzą: lodówka, zlew i kuchenka/piekarnik, czyli wszystkie podstawowe elementy, których potrzebujemy do przyrządzenia jakiegokolwiek posiłku.


Ich rozstawienie powinno nawiązywać do wierzchołków trójkąta. Dzięki temu praca w kuchni będzie przyjemniejsza i bardziej ergonomiczna, bo zaoszczędzi nam zbędnych kroków. Oczywiście, wierzchołki mogą się zmieniać  (np. zamiast lodówki będzie spiżarka), nie mniej ważne są „boki” naszego trójkąta, czyli np. blat i wygodny dostęp do garnków i akcesoriów kuchennych.


Odległości pomiędzy urządzeniami powinny mieścić się w takich przedziałach:

     między lodówką a zlewozmywakiem odległość nie powinna być większa niż 120-210 cm

     odległość między zlewozmywakiem a kuchenką powinna wynosić około 120-210 cm (ew. 90 cm w małych pomieszczeniach)

     lodówka powinna być oddalona od kuchenki na odległość nie większą niż 120- 270 cm

2. Nowoczesna bateria kuchenna i dodatki do zlewozmywaka

Funkcjonalność kuchni zależy w dużej mierze od naszego trybu życia. Jeśli lubimy gotować, a nasza rodzina jest duża, przestronny zlewozmywak z elastyczną baterią kuchenną pomogą usprawnić codzienne prace. 


Na rynku są także dostępne różnorodne dodatki do zlewozmywaka: dopasowane tacki i wygodne koszyki, dzięki którym udaje się zachować porządek i spójną estetykę otoczenia. Równie ważne mogą się okazać takie urozmaicenia, jak dozownik do płynu do mycia naczyń lub otwór do zmywarki.

3. Blat i jego wykonanie

Chcesz maksymalnie skrócić czas przygotowywania posiłków, rozbijając kotlety bezpośrednio na blacie, wyrabiając i wałkując na nim ciasto lub stawiając gorące garnki? Wybierz w takim razie blat granitowy, który jest najtrwalszym materiałem, z jakiego mogą być wykonane blaty kuchenne. Wszystkie inne powierzchnie (drewniane, szklane) są dużo mniej odporne na wilgotność i wysokie temperatury. Dlatego w ich przypadku konieczna będzie dodatkowa inwestycja w deski kuchenne lub maty silikonowe.


4. Relingi kuchenne

Blat powinien pozostać miejscem przygotowywania posiłków, a nie składowania przyborów kuchennych. Relingi w formie tradycyjnych wieszaków lub wygodnych magnesów, pozwalają trzymać wszystkie potrzebne narzędzia na wyciągnięcie ręki. 

 

Ponieważ wieszaki mogą być wykonane z różnych materiałów i w różnych stylach, łatwo dopasować ten dodatek do aranżacji kuchni. Dzięki temu same relingi oraz ich układ będą stanowić formę ozdoby naszej kuchni. 

5. Pojemniki, pudełka i ich etykiety


Cukier, mąka, makarony… Wszystkie te produkty spożywcze muszą mieć swoje stałe miejsce i łatwo rozpoznawalne opakowanie. Najlepiej, gdy są to pojemniki jednej firmy i w jednym stylu (szczególnie, gdy stoją na otwartych półkach).  Mogą to być zwykłe słoiczki, ale ozdobione oryginalnymi etykietami z informacją o zawartości. Często to właśnie te opakowania stają się elementem dekoracyjnym, przykuwającym wzrok w kuchni – szczególnie, gdy pojemniki na przyprawy trzymają się na magnes lub przypominają probówki chemika! A jeszcze lepiej jeśli wykonamy je sami metodą DIY  

6. Dedykowane pojemniki
Dobra organizacja przyda się nie tylko w szafkach, ale i w lodówce bądź spiżarce. Dedykowane pojemniki na cytrynę i czosnek nie tylko ułatwiają przechowywanie i odnajdywanie tych składników, ale przede wszystkim przedłużają ich podatność do spożycia.

Równie wygodne mogą się okazać pojemniki z silikonowymi, zdejmowanymi pokrywkami, które pozwalają magazynować i transportować dowolne potrawy. Mój ulubiony patent to miska na sałatkę z elastyczna pokrywą - idealna w sezonie grillowym!

7. Farba tablicowa lub magnetyczna 

Coraz częściej spotykany element współczesnych kuchni. I chyba nie ma co się dziwić temu trendowi - jest naprawdę genialny! Farbę tablicową lub magnetyczną możemy zakupić w każdej chwili i wymalować nią praktycznie dowolną przestrzeń.

W przypadku kuchni (ponieważ ten rodzaj farb zawładnął również przedpokojami i pokojami dziecięcymi) będzie do fragment ściany (np. tej nad stołem), ale także drzwi do lodówki lub drzwiczki szafek kuchennych. Zapisz listę zakupów, plan dnia lub miły tekst na dobry dzień dla pozostałych domowników!
 
8. Mini ogródek 

A jeśli po malowaniu kuchni zostało Ci trochę farby tablicowej, to wykorzystaj ją do stworzenia własnych tabliczek w domowej hodowli przypraw doniczkowych. Oprócz doniczek, farbę dobrze przyjmą także słoiki, jeśli to właśnie na nich ma widnieć napis.



Własny ogródek ziół to świetny pomysł na naturalną kuchnię (na talerzu i w designie pomieszczenia) oraz mało czasochłonna, a zawsze miła rozrywka z jaką się wiąże jego uprawa.

9. Sortownik na śmieci


Wygodne, ekologiczne, a obecnie prawie obowiązkowe wyposażenie gospodarstw domowych. Grunt, aby znaleźć taki model pojemnika, który pod względem pojemności i gabarytów będzie odpowiadał rodzinnym potrzebom. Mogą to być zestawy koszy w różnych kolorach, umieszczone pod zlewem lub zawieszone na drzwiczkach od szafki. W pozbywaniu się odpadów organicznych pomoże rozdrabniacz, który można zainstalować przy zlewozmywaku. Pamiętaj, że segregując śmieci nie tylko ułatwiasz sobie pracę w kuchni, ale i dbasz o środowisko.


10. Oświetlenie


Chyba nie trzeba nikogo przekonywać, że dobrze dobrane oświetlenie to must have każdej dobrze zorganizowanej pracy w kuchni, jak i dobrego designu wnętrza w ogóle. Poza światłem głównym, równomiernie oświetlającym całe pomieszczenie, bardzo istotne będzie oświetlenie zadaniowe. Tutaj przede wszystkim można wyróżnić  lampki typu LED nad blatem (zamontowane pod szafkami kuchennymi) czy punktowe, ale wyraziste oświetlenie stołu jadalnego. 


A jak zorganizowana jest Twoja kuchnia? Jeśli czujesz, że poruszanie się po niej sprawia Ci kłopot - spróbuj wykorzystać powyższe triki i przekonaj się sam, że gotowanie może być proste i przyjemne.


Autorką wpisu gościnnego jest Agnieszka Możejko, redaktorka portalu lazienkaplus i wielbicielka dobrego designu.


kokonhome © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka